godz. 8:00 – 15:30
Za oknem gorąco. Bardzo gorąco. W Chacie zresztą też. Przygotowania do świętowania idą pełną parą. Każdy sprząta swoją pracownię, pakuje rzeczy na kiermasz i warsztaty, kończy dekoracje do Ogrodu Twórczości. I myśli. Myśli o tym , jak świętować będzie jutro.
godz. 15:30 – 16:00
Jeszcze raz patrzymy przez okno. Pogoda wydaje się być wręcz idealna na piknikowanie. No to do jutra! – rozchodzimy się do swoich domów.
godz. 23:00
Kap, kap, kap. O parapet stukają pierwsze krople deszczu. A potem kolejne ich setki i tysiące. I tak do rana.
czwartek 24 czerwca
godz. 7:30
Wciąż pada. Pierwsi z nas pojawiają się w Chacie. I od razu biorą się do pracy. Kroją ciasta, mieszają sałatki. A deszcz pada. Inni schodzą do kina, by przygotować przestrzeń do zabawy. Z powodu pogody zmiana planów z dobrych na dobre. Ogród Twórczości choć pod dachem, to i tak kwiatami będzie pachnący.
godz. 10:00
Świętowanie rozpoczynamy Mszą Świętą, a potem idziemy do kina. Goście przybywają; jest ich coraz więcej. Dużo znajomych twarzy ale też miło zobaczyć nowe. Nela z Danielem i Darkiem grają, goście tańcują. Jeszcze inni delektują się smakołykami serwowanymi przez gospodarzy (można ich było rozpoznać po kwiatach wpiętych we włosy czy przypiętych do koszuli).
Kiedy wszyscy zostali zaproszeni do sali kinowej, przywitała ich pani Zosia Kamińska, prezes Stowarzyszenia „Chata z Pomysłami” i Agnieszka Oszajca, nasza ulubiona pani kierownik. Na scenie też stoją Krzysiek Maciak i Grzesiek Wójtowicz. Oni także witają szanownych gości.
Kasia Grubek (najlepsza gospodyni wszystkich Chatkowych imprez), zapowiada koncert Tikała Band: „Ach! Ileż komplementów można było usłyszeć pod ich adresem. Nawet moja mama mówiła, że koncert był wspaniały” – podkreśla Basia Lityńska.
Zaraz po tym, na scenie pojawia się grupa uczestników, którzy podjęli się nadzwyczajnego zadania przedstawienia naszej wcale nie szarej codzienności chatkowej za pomocą kolorowych bardzo szarf. Łucja, Grześ, Basia, Diana, Danusia, Krzysiek i Agata występują w roli niezwykłych opowiadaczy.
Gdy wszyscy posilili się strawą dla ducha, czas przyszedł na przyjemności cielesne. Tym bardziej głodnym serwujemy pyszny barszczyk z pasztecikami (i tu chcemy nadać Piotrowi tytuł Mistrza Czerwonego Barszczu 2010) oraz bigos, po który kolejki wiły się niczym wąż. Dla spragnionych były napoje gorące i zimne. I słodycze, dużo pysznych słodyczy.
To najprzyjemniejszy moment, gdy czas jest na pogaduszki ze znajomymi, na poznanie nowych osób, po prostu bycie wśród ludzi.
godz. 14:10
Hurra! Wreszcie możemy zaspokoić nasze prawdziwe pragnienie. Na scenie pojawia się zespół Oranżada. „Jak oni zaczęli grać, to końca nie było widać. Słychać ich było aż na końcu kina. Mogę sobie wyobrazić, ze tam były tańce, choć nie brałem w nich udziału” – wspomina później Grześ. Tańce rzeczywiście są. Tak odjazdowe, jak sama muzyka.
Wszystkim obecnym z serca dziękujemy, a nieobecnych informujemy, że w przyszłym roku też świętujemy!!! I zapraszamy do obejrzenia zdjęć.
Autorzy: redaktorzy „Czym Chata bogata”