Chantier, czyli spotkanie młodych przy… pracy

Machnów Stary

czas-na-relaks-male.jpg„I tu zostajecie przez dwa tygodnie? Nie można było gdzieś bliżej?” – pytał kierowca autobusu, który przywiózł nas do Machnowa Starego wczesnym lipcowym rankiem. Załoga z Francji, Litwy i grupa z „Chaty z pomysłami” z Warszawy wypakowała bagaże przed budynkiem szkoły, gdzie mieliśmy nocować przez następne dwa tygodnie. To był początek obozu Wspólnoty Arki „Caillou Blanc” z Bretanii…

Tym razem, chantier (czyli obóz młodych przy wspólnej pracy, modlitwie i świętowaniu) odbyło się w Machnowie Starym, niedaleko Tomaszowa Lubelskiego i przejścia granicznego na Ukrainę w Hrebennem.

Machnów Stary to jedna ulica, w połowie której stoi kościół, dawniej cerkiew grecko-katolicka. Bo Machnów był kiedyś wsią ukraińską i ma za sobą bolesną przeszłość. Ale obecni mieszkańcy niewiele pamiętają. Przybyli tu w latach 60-tych do pracy w Państwowych Gospodarstwach Rolniczych. Ślady po czasach PGRów dzisiaj to: opuszczone i zdewastowane budynki zakładów pracy oraz bliźniaczo podobne do siebie bloki mieszkalne. Krajobraz psują gigantyczne parzące rośliny, tzw. barszcz Sosnowskiego. Mieszkańcy (70 rodzin) mają problemy z pracą, wielu z nich wyjechało bądź wyjeżdża za granicę, aby zarobić na życie. Grupa „chantier” nocowała w szkole, która została w tym roku zamknięta ze względu na małą liczbę uczniów (do szkoły uczęszczało 30 dzieci). Ale, Machnów Stary to przede wszystkim serdeczni ludzie, którzy piekli dla nas ciasta i pączki, przynosili warzywa ze swoich ogródków oraz gościli nas w swoich domach. Każdego dnia poznawaliśmy inną rodzinę, słuchaliśmy opowieści o jej losach. Oglądaliśmy ważne dla rodziny zdjęcia. Dzieci z Machnowa spędzały z nami całe dnie. Witały nas francuskim „salut”, a wieczorem przychodziły na zabawę i modlitwę wieczorną.

czas-na-pustynie.jpg

Każdego ranka był czas Słowa Bożego. Słuchaliśmy tekstów z Pisma Św. Potem zaczynała się praca w grupach: porządki na terenie parafii (np. koszenie i grabienie trawy), remonty w domkach Małych Sióstr i w ich spiżarni, gotowanie, przygotowywanie mszy św. i wieczornego spotkania. Każdego dnia dwie grupy wyruszały na spotkanie z rodzinami lub Siostrami, a potem na popołudniową, 4-godzinną „pustynię” na łąkę lub do lasu, czyli czas w odosobnieniu przeznaczony na wyciszenie i modlitwę.
pamiatkowe-zdjecie.jpgPrzez te dwa tygodnie mieliśmy okazję poznać się lepiej. Byliśmy międzynarodową grupą (ok. 60 osób): Francuzi, Polacy i Litwini (ze wspólnoty Betzata, gdzie rok temu było chantier). Różne języki, wiek, sposób życia, charaktery – jakie bogactwo!
Na zakończenie „chantier” zaprosiliśmy wszystkich mieszkańców do wspólnego świętowania z poczęstunkiem, tańcami i śpiewem. A potem na Mszę Św. – ostatnią podczas tego chantier. Na ołtarzu składaliśmy narzędzia pracy, to, co zrobiliśmy, czym żyliśmy. Na koniec dnia i wspólnego pobytu w Machnowie zapaliliśmy duże ognisko.

Helenka

Helenka jest osobą niepełnosprawną intelektualnie. Rodzoną siostrą jednej z Małych Sióstr Jezusa – siostry Wandy. To one dwie zostały pierwszymi mieszkankami Wspólnoty Arka w Śledziejowicach pod Krakowem. Potem przeniosły się do Machnowa Starego. Tutaj, w 1985 roku, Małe Siostry wybrały miejsce zamieszkania dla swojej wspólnoty. Pracują razem z mieszkańcami Machnowa, żyją prostym życiem na wzór Jezusa, który przez 30 lat mieszkał w Nazarecie i niewiele o tym okresie jego życia wiemy. Helenka wpisała się w pejzaż Machnowa. Wędruje ulicą, zagląda do sąsiadów. Ma swoją ulubioną ławkę przed kościołem. Siostry mówią, że jest dla nich „paszportem”: od kiedy zamieszkała z nimi w Machnowie, dużo ludzi z kraju i zza granicy je odwiedza.
Helenka nie była jedyną niepełnosprawną osobą pośród nas. Ponieważ chantier to również czas spędzony wspólnie z osobami niepełnosprawnymi, które są w sercu Arki.

Chantier jest wydarzeniem niezwykłym. Nie pozostawia obojętnym. Ma wiele wymiarów. Wspólnota z Bretanii każdego lata zaprasza młodych ludzi z Francji i z innych krajów w podróż na spotkanie z osobami i miejscami często ukrytymi, zapomnianymi albo odrzuconymi. Jest czas na zasmakowanie spotkania z drugim człowiekiem: innym ze względu na pochodzenie bądź na sprawność fizyczną lub umysłową, na spotkanie z Bogiem, na poznanie historii i kultury odwiedzanego kraju, wreszcie na spróbowanie swoich sił przy pracy manualnej.

Impresje z Machnowa, czyli chantier w migawkach.

  • oh-la-vache.jpg Jean-Pierre, mieszkaniec wspólnoty Caillou Blanc, bardzo lubi krowy. Jego ukochana nazywa się Margueritte. Od przyjazdu rozglądał się uważnie, czy przypadkiem nie pojawi się na horyzoncie jego ulubione zwierzę. Ulubione, bo krowa daje przyjemność: z mleka robi się czekoladę i lody. A zatem, w przypływie czułości Jean-Pierre woła na krowę Nestle… Wspaniała pani Irena z Machnowa zgodziła się pokazać Jean-Pierrowi farmę krów. Tyle przyjemności na raz! Jean-Pierre był w swoim żywiole. Czekało na niego 330 krów, nomen omen, francuskich…
  • Wiatr i przestrzeń. Studnia ze świętą wodą w Czernewie. Mała kaplica i dzwon. Wiatr dziki, smagający. Opłukanie w zimnej wodzie. Ech.
  • Zachód słońca – widok ze wzgórza. Piękny. „Zachodźże słoneczko”
  • Kawa z Patrickiem u małżeństwa, które zagadnął na ulicy. Gospodyni: „Szkoda, że nie możemy tak porządnie porozmawiać. Jak się nie zna języka, to jest trudno”. Patrick: „To nieważne. Najważniejsze jest to, co ma się w sercu i że możemy razem wypić kawę”. Ot, i cały Patrick.
  • Piknik w Hucie Lubeckiej. Niedzielny odpoczynek na terenie kaplicy odnowionej przez braci, którzy wcześniej podarowali nam wspaniałe drewno. Słuchaliśmy opowieści o prześladowaniach mieszkańców przez Ukraińców tuż po drugiej wojnie światowej. Piękna starsza pani – mama braci.
  • Spacer przez las do miejsca, gdzie dawniej była wieś ukraińska – Monastyr, a w niej klasztor i cerkiew. Pozostały po nich piwnice. Na wzniesieniu znajdują się również groby żołnierzy z I wojny światowej. Tuż obok dawnej wsi Monastyr – miejsce szczególne: ślad po pustelni bł. Brata Alberta Chmielowskiego! Ten znakomity malarz, który porzucił malarstwo na rzecz założenia zakonu i opieki nad najuboższymi spędził 14 lat w stajni razem ze swoimi współbraćmi. Niespodziewane odkrycie!
  • Kazania księdza Laurent. Spojrzenia. Prosto. Sens. Głębia. Radość tłumaczenia.
  • Asia podczas ostatniej Mszy. Świadectwo o czasie „pustyni”. Pełnia życia! Nie da dojść do słowa. Już za ołtarzem. Pokazać nogi pocięte przez komary na „pustyni”. Wielki gest – „taaakie zboża. A w dziurze słoń z taaaką trąbą”. Słoń??? „A potem i nosorożec, i nożyczki. Tak te chmury się układały!” Ach, tak… chmury…
  • Konfitury z wiśni, hymmmm, i sos winegret z odrobiną cukru. Palce lizać 🙂
  • Skuwanie kafelków w łazience u Sióstr. Cudownie brudna, a raczej „biała” robota.
  • Kapliczka w domu Małych Sióstr. Adoracja. A za oknem deszcz. Figurka Matki Bożej: na wyciągniętych rękach dzieciątko Jezus. Ofiarowanie.
  • Lektura Pisma Świętego i komentarze Bertranda. Księga Micheasza: „czyń sprawiedliwość, umiłuj życzliwość, krocz pokornie z Bogiem twoim”. Z Ewangelii Mateusza: „darmo otrzymaliście, darmo dawajcie”, „wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło ujrzeć to, na co wy patrzycie, a nie ujrzeli; i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie usłyszeli”.
  • Śpiewanie. Modlitwa do świętego Mikołaja w kościele. Dreszcz.
  • Drewniany, barokowy kościół w Tomaszowie Lubelskim. Zapach. Admiracja.Kasia Grubek

14-27 lipca 2008

2 thoughts on “Chantier, czyli spotkanie młodych przy… pracy

Comments are closed.