20 grudnia 2008 odbył się koncert zespołu „Czadu Zośka czadu” w Teatrze Węgajty k/Olsztyna. Zespół zagrał w składzie: Sergiusz Kraus, Beata Kowalczyk, Aldona Pietrusiak, Paweł Pietrusiński, Miłosz Pawlik i Katarzyna Grubek. Koncert poprzedziły warsztaty prowadzone przez Mieczysława Litwińskiego z udziałem członków zespołu „Czadu Zośka czadu”.
Choć to wczesny sobotni ranek, przed siedzibą Chaty z pomysłami poruszenie. Jedziemy na występ do Węgajt! My, czyli reprezentacja grupy muzycznej „Czadu Zośka, czadu”.
Najpierw jednak pakowanie bagaży – plecaki, torby, śpiwory i instrumenty muzyczne: bębny, walizka „perkusyjna” oraz najbardziej oryginalny instrument – tubafon z rur z PCV… Zapakowani – ruszamy. Ahoj, przygodo!
Po paru godzinach – zmiana pejzażu: na polach warmińskich śnieg, z nieba mży deszcz, a my zasiadamy za stołem u Eli. Gospodyni z Jonkowa ugotowała nam pyszny obiad i poczęstowała piernikami – bo przecież za chwilę święta.
Potem, chwila odpoczynku u Marysi – gospodyni z pobliskich Pupek. Marysia prowadzi gospodarstwo agroturystyczne, zajęcia z ceramiki i … pieczenia chleba. Ma piękny, wiejski dom z werandą. Czas odpoczynku minął, jedziemy dalej – do teatru wiejskiego Węgajty.
Dobrze znamy to miejsce: byliśmy tu nie raz na warsztatach teatralnych, muzycznych, występach, a zimą na biegówkach. Tym razem, uczestniczymy w warsztatach wokalnych prowadzonych przez Mieczysława Litwińskiego. Razem z nami rozśpiewana grupa młodych osób. Przez trzy godziny snujemy opowieści głosem, dźwiękiem, melodią i klaskaniem. Mietek od czasu do czasu oddaje prowadzenie Beacie i Pawłowi z „Chaty”, którzy bez tremy odnaleźli się w grupie. Mam wrażenie, że dzięki nim grupa budzi się, uczestnicy są swobodniejsi, zaczynają się bawić. Aldona i Sergiusz też są pełni zaangażowania, a ćwiczenia nie są wcale łatwe, wymagają wysiłku fizycznego.
Straciliśmy kontrolę nad czasem, ani na moment nie wychodzimy z muzyki, zmieniamy rytm, tempo, tonację, śpiew łączymy z ruchem, spotykamy się w parach, w grupach, prowadzimy dialog muzyczny. Mietek podaje wskazówki techniczne dotyczące efektywnego wydobywania dźwięku. I dalej: próbujemy ogarnąć przestrzeń sali głosem. Szybkie tempo. I tak przez prawie trzy godziny. Kończymy odpoczynkiem na podłodze przy zgaszonym świetle – nadal nucąc pieśń, każdy swoją, szukamy harmonii. Na koniec wykonujemy pieśń afrykańską.
Po treningu zasłużony odpoczynek i kolacja przy kominku. I czas na przygotowanie do występu naszego zespołu – „Czadu Zośka, czadu”. Wieczór koncertowy jest otwarty dla publiczności, która licznie przybyła do siedziby teatru. Koncert był niezwykle żywiołowy. Zasługa to wszystkich muzyków – Aldony, Sergiusza, Miłosza, Beaty, Mietka (który dołączył do zespołu grając na skrzypcach, fisharmonii, gitarze i śpiewając) oraz Pawła. Tego wieczoru Paweł porwał publiczność swoim tańcem, nawoływaniem do wspólnego grania i śpiewu. Co za energia i pasja! Publiczność domagała się bisów i na koniec nagrodziła grupę owacją na stojąco.
Muzykowania ciąg dalszy – w sali warsztatowej teatru Węgajty wystąpiła formacja muzyczna pod nazwą Kwartet. To przyjaciele z sąsiedztwa, którzy grają ze sobą od kilku lat. Zagrali świetnie zagrzewając publiczność do tańca. I my też tańczyliśmy i herbatę piliśmy… Miejsce przy kominku zachęcało do rozmów, spotkań, poznawania się, ale kiedyś trzeba było ruszyć w drogę powrotną, na nocleg do naszej gospodyni Marysi. Pożegnaliśmy się serdecznie z gospodarzami z Węgajt mówiąc sobie „do zobaczenia”.
Dziękujemy Mutce, Wackowi i Mietkowi za zaproszenie i przemiły pobyt w Węgajtach. Dziękujemy Eli, Marysi i wszystkim, którzy nas tak ciepło przyjęli. Do zobaczenia!