Wyjazd zaczął się wywiadem dla telewizji. 🙂 Nieświadomi kolejnych minut spóźnienia pociągu, opowiedzieliśmy jak bardzo lubimy podróżować IC i ruszyliśmy do Wrocławia…
Gościliśmy w domu Arki, która w tym czasie spędzała wakacje w Tatrach. Dzień zaczynało wspólnie szykowanie śniadania i zwiedzanie miasta. Wracaliśmy na przygotowanie i konsumowanie obiadku, po którym czekały nas warsztaty muzyczne lub flamenco. „Drepce konik, drepce do stajenki nie chce…” 🙂
Po wspólnych zajęciach z Wiktoryną lub Julią, pokrzepiwszy się małą kolacyjką, ruszaliśmy na wieczorne spotkania ze Starym Miastem i jego urokliwymi kawiarenkami, na wspólne pogawędki, kawy picie i pytanie czym jest dobre życie.
Nie wiem skąd mieliśmy tyle siły, ale po bardzo pracowitych pięciu dniach i nieprzespanych nocach nabraliśmy energii i motywacji do odkrywania uroków codzienności. I jak temu konikowi z ludowej przyśpiewki, do domku nam pilno nie było.